sobota, 6 lutego 2016

Ilość i zakres marzeń jest nieskończona

W ramach Święta Gdańskiej Nauki 5 i 6 lutego 2016 roku odbyła się Strefa Nauki w Europejskim Centrum Solidarności.

Gościem specjalnym podczas obu dni był polski kosmonauta gen. Mirosław Hermaszewski, który poprowadził 1,5-godzinne prelekcje.

Były one poprzedzone złożeniem autografów, a urozmaicone doskonałej jakości wyświetlanymi na dużym ekranie zdjęciami. 
Od dziecka patrzył w górę i interesowało go wszystko to, co lata. Zaczął majsterkować i składać modele samolotów.

Obecnie ma tą silną świadomość, że trzeba się cieszyć z każdego dnia, że jest ogrzewające nas życiodajne słońce i rozjaśniający noce księżyc.
Fragmenty własnego życiorysu były przeplatane opisem wszechświata. Tym, że Mikołaj Kopernik spoglądający we Fromborku w niebo, doszedł do wniosku, że to Ziemia krąży wokół Słońca. A nasz układ słoneczny jest umieszczony w galaktyce. Są w nim planety i planety karłowate. Promień słoneczny potrzebuje 8 minut, aby dotrzeć do Ziemi. A leci z prędkością 360 tys. km na sekundę. Do Neptuna aby dotrzeć, potrzebuje 6 godzin. Planety dzielą ogromne odległości. Ale jest między nimi jakaś synergia.

W ocenie Hermaszewskiego, bardzo dobrze się stało, że została powołana Polska Agencja Kosmiczna, z siedzibą w Gdańsku. Jest to ogromne wyzwanie dla młodych Polaków, bo obecnie po erze lotnictwa prym wiedzie wiedza kosmiczna.

Aby udowodnić, na czym polegały żmudne i wyczerpujące badania, poprosił na scenę kogoś chętnego z widowni. Zgłosił się 14-letni Kuba, którego zadaniem było wyciągnąć prawą rękę do góry i obrócić się 10 razy wokół własnej osi. Chłopak stracił równowagę i upadł.
- Widzicie teraz na tym prostym przykładzie, że droga w kosmos to nie taka prosta sprawa, stwierdził Hermaszewski. Bo tam w kosmosie człowiek musi sprawnie działać, chociaż jest w ekstremalnych warunkach i jest w ogromnym stresie. Ja dopiero po półtorarocznych przygotowaniach poleciałem w kosmos. 
 
- Nasza rakieta ważyła 35 ton, a paliwo 270 ton, bo sam start pożera go w ogromnych ilościach. Cały świat się dowiedział, że Polak 27 czerwca 1978 roku znalazł się i przebywał przez osiem dób na stacji orbitalnej w kosmosie.
- Podczas lotu widoki z góry na Ziemię są przecudowne. Dostrzegalna jest rzeka Nil, i taki kontynent jak Europa. A chwile wzruszenia przeżywałem, jak oglądałem naszą Polskę z jakże urokliwym Półwyspem Helskim i Mierzeją Wiślaną. Całą Polskę przelatywało się zaledwie w 87 sekund. Ja byłem 89 kosmonautą, który był w kosmosie, a obecnie jest ich już ponad 500, w tym i kobiety.

Wracaliśmy w dwójkę z radzieckim kosmonautą, pułkownikiem Piotrem Klimukiem na Ziemię w kapsule, która opadając, w tym też przez 15 minut na dużym spadochronie, wylądowała na polu kukurydzy w Kazachstanie. Nie było to miękkie lądowanie, chociaż tak donosiły o tym media. Powitano nas kwiatami i to było urzekające.

Podczas spotkania z drugim polskim kosmonautą, po pierwszym Panu Twardowskim, można było zadawać pytania. Oto kilka odpowiedzi Mirosława Hermaszewskiego: - W kosmosie nie miałem czasu na rozrywki, bo jest tam zbyt dużo pracy. Do tej pory latam szybowcem, ale w Kanadzie latałem na doskonałym F-16. Czy po tej wyprawie w kosmos czuję się, że jestem wielkim człowiekiem? Chyba nie, bo wtedy miałem 183 cm wzrostu, a obecnie mam 182 cm. Ja myślę, że wasze pokolenie młodych poleci na Marsa.
- Największe moje zaskoczenie w kosmosie, to jak moja żona Władysława przez radzieckiego kosmonautę Piotra Klimuka przekazała mi własnoręcznie napisany list z życzeniami szczęśliwego powrotu. Na stacji orbitalnej jest tak duży natłok informacji i tak duża dawka adrenaliny, że ja spałem tylko po cztery godziny. Nad Ziemią przelatywaliśmy 16 razy na dobę. Jej widoki mnie urzekały. Do dzisiaj mam je przed oczami, klatka, po klatce.

- Już około 40 kobiet było w kosmosie, a pierwszą z nich była Walentina Tiereszkowa w 1963 roku. Z kosmosu, przy coraz nowocześniejszej aparaturze i technice, 99 proc. osób wracało nawróconych. Mi tam u góry brakowało najbardziej kontaktu z rodziną i takiej zwykłej normalności. Obecnie w oddzielnych kajutach kosmonauci mają laptopy, bezpośrednie z Ziemią łącza internetowe. Zatem ilość i zakres marzeń jest nieskończona, tak jak nieskończona jest galaktyka w kosmosie.

Podczas prawie dwugodzinnego spotkania panowała fascynująca atmosfera. Młodzi ludzie w ciszy i skupieniu chłonęli wszystko to, co o sobie, lotnictwie i kosmosie opowiadał Władysław Hermaszewski. Zaciekawionych tą tematyką specjalny gość w gdańskim ECS zachęcił do przeczytania napisanej przez siebie książki pt. „Kosmiczna przygoda dla młodych i dorosłych”.

Wła-49 (amerski49@wp.pl)
Zdjęcia: Włodzimierz Amerski

piątek, 5 lutego 2016

Nagrody Miasta Gdańska dla Młodych Naukowców

Adam Marszk z Politechniki Gdańskiej (na zdjęciu z prawej) i Marcin Hellmann z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, są tegorocznymi laureatami Nagrody Miasta Gdańska dla Młodych Naukowców im. Jana Uphagena.

Uroczyste wręczenie nagród odbyło się w piątek 5 lutego w Domu Uphagena przy ul. Długiej 12.


Wręczający nagrody pieniężne w wysokości po 7 tys. zł brutto, prezydent Miasta Gdańska Paweł Adamowicz życzył obu młodym laureatom, osiągnięcia jeszcze większych sukcesów naukowych, doprowadzających ich do przyznania w zgłębianych dziedzinach nagród Nobla i odebrania ich w... Sztokholmie.


Zebrani dowiedzieli się, że od 2004 roku do tej pory nagrodą tą wyróżniono 24 młodych naukowców. Do tego zaszczytnego grona dołączyli kolejni dwaj znakomici adepci nauki. Laureatami nagród przyznawanych studentom i absolwentom gdańskich uczelni wyższych w wieku do 30 lat, za 2015 rok zostali:


W kategorii nauk humanistycznych i społecznych, dr. Adam Marszk z Politechniki Gdańskiej, za prace naukowo-badawcze z zakresu przemian systemów finansowych oraz innowacyjnych produktów finansowych. Laureat od dwóch lat jest szefem koła naukowego na PG i w ramach podjętego programu wspiera początkujące przedsiębiorstwa. Obecnie zajmują się tematem dotyczącym przemocy wobec kobiet. Bo obecnie PG nie jest już ściśle techniczną uczelnią. Opiera się na dorobku naukowym Adama Smitha – szkockim myślicielu i filozofie, autorze Badań nad naturą i przyczynami bogactwa narodów, które były jedną z pierwszych prób usystematyzowania wiedzy na temat historii rozwoju przemysłu i handlu w Europie.
Jako jedna z pierwszych laureatowi gratulacje złożyła Hanna Zych-Cisoń, wicemarszałek pomorska odpowiedzialna za służbę zdrowia.
W kategorii nauk ścisłych i przyrodniczych dr. n. med. Marcin Hellmann z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, za laserowe badania nad regulacją i zaburzeniami mikrokrążenia. Jego zamierzeniem jest przenieść te badania do GUM, bo prowadził je dotychczas w Grenoble - miejscowości i gminie we Francji. Są to o tyle istotne badania, ponieważ mikrokrążenia stanowią w 99 proc. o pracy serca.
W sporej kolejce gratulantów, do swego męża z kwiatami i buziakiem dotarła jego żona Magdalena oraz dwójka dzieci, na ręku 1,5 roczny Stefan i 4-letnia Natalia. Cała rodzina od lat mieszka w Południowym Wrzeszczu i bardzo sobie chwali tą dzielnicę Gdańska.
Na powyższym zdjęciu znajoma laureata z dziećmi w podobnym wieku co jego pociechy.

Wła-49 (amerski49@wp.pl)
Fot. Włodzimierz Amerski



Profesorem mianowany Adamowicz

Profesorem został mianowany piastujący nam prezydent Miasta Gdańska Paweł Adamowicz. Tego nobilitującego aktu dokonano 5 lutego 2016 roku podczas 13. edycji wręczenia Nagrody Miasta Gdańska dla Młodych Naukowców im. Jana Uphagena.

Prowadzący uroczystość w Domu Uphagena przy ul. Długiej 12, tak się zagalopował po powitaniach naukowców z trójmiejskich uczelni, a głównie przedstawicieli kapituły przyznającej te dwie zaszczytne nagrody, że się przejęzyczył i poprosił o zabranie głosu gospodarza miasta profesora Pawła Adamowicza.

Paweł Adamowicz zanim wręczył pierwszą z dwóch nagrodę i zanim ustalił jej wysokość, nie 5 tys. zł, a jak mu podpowiedziano z sali na 7 tys. zł (chociaż sam - jak się przyznał - podpisywał fakturę), zapewnił zebrane grono, że profesorem nie jest.

Podobnie jak jego dobry znajomy z I LO, obecny na uroczystości Krzysztof Skiba (na zdjęciu z lewej), oboje są magistrami. I oboje, jak wszyscy uprawnieni Polacy, mamy pełne prawo do udziału w wyborach. Bo nawet największy ignorant i człowiek o największym ilorazie inteligencji EQ, mogą w naszym kraju głosować, podobnie jak magistrowie.

Fot. Włodzimierz Amerski

czwartek, 4 lutego 2016

20 kg zrzucił w cztery miesiące

Zjadł już 7 pączków, bo to przecież dzisiaj tłusty czwartek, a kolejne 6 ma przy sobie w szafce i zostaną spałaszowane na kolację. 
 

Pan Bernard ma 72 lata. Mierzy 162 cm zrostu. Do niedawna jego obwód w pasie wynosił 145 cm. Jak mówi, był szerszy niż wyższy, bo różnica wynosiła zaledwie 17 cm. Ważył 135 kg. Po czterech miesiącach regularnego chodzenia niemal codziennie na ćwiczenia do pływalni i na siłownię hotelu Posejdon w Gdańsku Jelitkowie, zrzucił 20 kg. Oznacza to, że w okresie 4 miesięcy, tj. tracił po 5 kg na miesiąc, w okresie od października 2015 do stycznia 2016. Znacznie, bo o ponad 20 cm zmniejszył się też jego obwód w pasie. Spodnie już mu opadają i musi kupić nowe.
W sierpniu 2015 r. miał poważny wypadek samochodowy. Duże problemy z żebrami i miednicą. Lekarze bali się go zoperować z uwagi na nadwagę. Zapisali mu wózek inwalidzki, aby nim się poruszał, bo panewka biodrowa była popękana od uderzenia podczas wypadku. Dostał też kule, na których od początku rehabilitacji kuśtykał. Wózek odstawił w bok. Postanowił chodzić i utrzymać ciało we względnej kondycji.
Na basen i siłownię hotelu Posejdon w Jelitkowie przyjeżdża z Wrzeszcza tramwajem, bo samochód opel poszedł na złom, tak mocno był rozbity. Mieszka na ulicy Sobótki 12, w budynku w którym przez wiele lat był sklep spożywczy.
Tak słucham tego wspólnie wypacając się w mokrej saunie, a przecież od lat 50- do 70-tych był to doskonale zaopatrzony sklep. Ja go też doskonale pamiętam, bo do niego chodziłem jako mały chłopiec z kanką po mleko, bo mieszkałem też na Sobótki nr 8, tuż przy wysokich schodach prowadzących do gdańskiej telewizji. Ale wtedy to było prawdziwe mleko, jak postało trochę w kuchni, to na wierzchu wytrącała się śmietana. A zapach pszennych bułeczek do dzisiaj też pamiętam. 

Pan Bernard pamięta z kolei rozgrywki piłki nożnej na Kaczym Dołku, szaleńcze zjazdy na sankach z góry tuż obok późniejszego gmachu telewizji. A także niedawny, sprzed dwóch lat, festiwal Narracje, kiedy właśnie Wrzeszcz i ulica Sobótki była dziwnie oświetlona, i zwiedziło ją wielu młodych ludzi.
Po 4 miesiącach pan Bernard schudł o 20 kg i ma teraz wagę około 113 kg. Jego plan jest taki, aby do świąt wielkanocnych zejść poniżej setki. Wtedy dopiero będzie się nadawał do ewentualnego przeprowadzenia operacji.
Za młodu pracował przez wiele lat w firmie Dora, która m.in. modernizowała statki na promy pasażerko towarowe, z montowaniem w środkowym pokładzie szyn kolejowych. Takie dwa promy przerabiano w Gdańsku i Gdyni. Pierwszy prom odbierano w Gdańsku. Polskie notable wbiły się w garnitury i dumnie oczekiwały na szwedzką delegację. Odbiorcy promu zjawili się po jakimś czasie wspólnie podjeżdżając mikrobusem, a nie jak nasi czarnymi limuzynami. Wszyscy patrzą ze zdziwieniem, gdyż z mikrobusu wysiedli panowie ubrani w kombinezony robocze, a z ich kieszeni wystawały narzędzia pomiarowe. Jak nasza vipowska delegacja to zobaczyła, to obok w hali się przebrała, wypożyczając robocze kombinezony od stoczniowców i nakładając je na swoje ciemne garnitury. Choćby tym chcieli dorównać do szwedzkich odbiorców promu.
Tak sobie rozmawialiśmy z panem Bernardem, posiadaczem już trójki prawnucząt, to trochę w siłowni, to trochę w basenie, a także w mokrej saunie. On urodził się w Gdyni, dzieciństwo wraz z rodzicami spędził w Sopocie, a w 1952 roku sprowadzili się do Wrzeszcza i nadal mieszka w tym samym komunalnym budynku przy ul. Sobótki 12, wymagającym kapitalnego remontu. 

Kiedy na koniec spytałem, ile zjadł już pączków, bo to przecież dzisiaj tłusty czwartek, odparł, że już siedem, a kolejne 6 ma przy sobie w szafce i zostaną spałaszowane na kolację. To jak się to ma do narzuconej sobie diety, spytałem? Odparł, że co jak co, ale w tłusty czwartek, przypadający raz na rok, sam sobie dal dyspensę.


środa, 3 lutego 2016

Redaktor Szpakowski organizuje zjazd

Słynny komentator telewizyjny od sportu, a zwłaszcza od piłki nożnej, redaktor Dariusz Szpakowski z TVP, podjął się trudnego zadania. Włączył się do społecznego komitetu organizującego pierwszy zjazd absolwentów Wyższej Szkoły Wychowania Fizycznego w Gdańsku Oliwie, rocznik 1969. Zjazd zaplanowano na 9-10 września 2016 roku.
Był to wyjątkowo liczebny rocznik z powojennego obfitego przyrostu naturalnego, bo liczył aż osiem wieloosobowych grup. Rocznik rozpoczynający w 1969 roku funkcjonowanie wyższej uczelni, po przekształceniu dotychczasowego Studium Nauczycielskiego WF.

Obecnie, od 2001 roku funkcjonuje jako Akademia Wychowania Fizycznego i Sportu, a status akademii nadano w 1981 roku, po przekształceniu WSWF w AWF Gdańsk. W dniu 6 września 2014 roku odbył się uczelniany zjazd z okazji 45-lecia, co dokumentuje powyższe zdjęcie.
Rocznik WSWF z 1969 odczuwa po nim spory niedosyt i postanowił zorganizować zjazd wyłącznie swego rocznika. Darek Szpakowski jako warszawiak, studiował w Gdańsku od 1969 roku i był liderem tego rocznika. Przez kilka lat mieszkając w Domu Studenta, prowadził uczelniany radiowęzeł. Mikrofon, czasami nawet kosztem wykładów i ćwiczeń, pochłaniał go całkowicie. Gadanie do sitka już od młodości było jego wielką życiową pasją.
Obecnie, po prawie pół wieku od rozpoczęcia studiów, podjął się zadania współorganizowania spotkania swego rocznika w murach swojej oliwskiej Alma Mater.

Pierwszy zjazd rocznika 1969 zaplanowano na dwa dni (piątek-sobota) 9-10 września 2016 roku. Komitet organizacyjny już opracował wstępny program. Część uroczysta z powitaniem gości przez obecnego rektora prof. Waldemara Moskę, odbędzie się w Sali Kongresowej.
Pierwszego dnia zaplanowano też zwiedzanie uczelni, obejrzenie okolicznościowej wystawy fotograficznej oraz w uczelnianej stołówce i kawiarni wieczór wspomnień przy świecach. Część artystyczną wypełnią pokazy tańca towarzyskiego.
Drugiego dnia w sobotę 10 września 2016, po porannej mszy świętej w pobliskiej Katedrze Oliwskiej, już na uczelni w grupach będzie można się spotkać z wykładowcami.

W komitecie organizacyjnym zjazdu jest też trener futbolówki dr Jerzy Brzyski (na powyższym zdjęciu), który w programie umieścił rozegranie na dużym uczelnianym boisku meczu piłkarskiego, dwa razy po pół godziny, pomiędzy dawnymi koleżankami, a kolegami ze studiów.
Po meczu zaplanowano wspólne pamiątkowe zdjęcie wszystkich absolwentów i wpisy do księgi pamiątkowej.
W sobotę w Sali Senackiej odbędzie się konferencja prasowa z udziałem komitetu organizacyjnego zjazdu i władzami uczelni, a głównym jej celem będzie powołanie do życia Klubu Absolwenta WSWF Gdańsk, Rocznik 1969.
Wieczorem (godz. 20) na terenie uczelni odbędzie się bal absolwentów, a do tańców będzie przygrywać kultowy zespół muzyczny z tamtych lat „Rama 111”.

Obecnie ze sporym wyprzedzeniem zbierane są namiary adresowe (maile, telefony) absolwentów rocznik 1969, bo takich namiarów brakuje, gdyż wszyscy po studiach rozjechali się po całej Polsce, a także i świecie. Niektórzy trafili nawet do odległej Australii.
Ważne informacje dla uczestników zjazdu:
  1. Termin zgłoszeń 30.05.2016
  2. Wpisowe 150 zł (zostanie podane konto)
  3. Noclegi w akademiku AWFiS, 1-a doba 45 zł, 2-a doba 35 zł, kontakt - komitet organizacyjny
  4. Możliwość zarezerwowania śniadań, obiadów, kolacji, kontakt – komitet organizacyjny
  5. Prosimy o nadesłanie zdjęć pamiątkowych (choćby 2-3) na wystawę okolicznościową (zwrot oryginałów gwarantowany), a także spisanych wspomnień (okolicznościowa publikacja) – odpowiedzialny z ramienia komitetu red. MAREK Włodzimierz AMERSKI (z grupy G), tel. (503 621 103), e-mail: amerski49@wp.pl
  6. Gorąca prośba do absolwentów rocznika 1969 – pokażmy, że był to wyjątkowy rocznik (przeżyliśmy grudzień 1970). Należy powiadomić telefonicznie, mailem, wszystkich żyjących znajomych, bo „Pan czas zabiera ludzi”!

KONTAKT Z KOMITETEM ORGANIZACYJNYM :
- JERZY BRZYSKI, tel. 797 288 076 e-mail: jerzy.brzyski@onet.eu
- WIESŁAW KRUSZEWSKI, tel. 601 277 590, e-mail: wieskowie@op.pl
- JACEK MIECZNIKOWSKI, tel. 512 377 742, e-mail: jacek@miecznikowski.pl

wtorek, 2 lutego 2016

Jantar podziwiały organizacje pozarządowe

Bez mięsiwa, ryb, zakąsek i alkoholu, ale za to z oferowanymi warzywami, owocami, orzeszkami, kruchymi ciasteczkami i sokami, w poniedziałek 1 lutego odbyło się Spotkanie Noworoczne Gdańskich Organizacji Pozarządowych.

Uczestniczyły w nim organizacje o zróżnicowanym profilu działalności i o różnym okresie istnienia.

Była to świetna okazja do nawiązania nowych znajomości, do umocnienia starych przyjaźni, okazania wzajemnej życzliwości, no i skorzystania z... dietetycznego poczęstunku.

Spotkanie odbyło się w Klubie Nowy Żak przy ul. Grunwaldzka 195/197 we Wrzeszczu. Jego organizatorami były - Gdańska Rada Organizacji Pozarządowych oraz Referat Współpracy Wydziału Rozwoju Społecznego Urzędu Miejskiego w Gdańsku.

Dzięki zabiegom Tomasza Dziemiańczuka z Gdańskiego Towarzystwa Promocji Kultury Akademickiej, podczas spotkania noworocznego, nieodpłatnie wystąpił obchodzący 45-lecie istnienia Zespół Pieśni i Tańca Uniwersytetu Gdańskiego JANTAR im. Zygmunta Kamińskiego.

Największy podziw wzbudzały ekwilibrystyczne tańce spiskie z okolic Jurgowa koło Spisza.

Wła-49 (amerski49@wp.pl)
Fot. Włodzimierz Amerski

poniedziałek, 1 lutego 2016

Gdańsk zbyt zimny dla Ester Rady

- Moi rodzice pochodzą z Etiopii. Jak miałam roczek, to wraz z nimi wyjechałam do Izraela. Mieszkaliśmy w małej miejscowości, w której było wiele synagog. Wychowywałam się w żydowskiej kulturze. W wieku 10 lat przeprowadziłam się do większego miasta. Po raz pierwszy w życiu zobaczyłam wielkomiejski blichtr, telewizję, kina, koncerty i usłyszałam jakże inną muzykę. To znacznie różniło się od tego, co jest afrykańskie. W swojej twórczości postanowiłam jednak swoje afrykańskie doświadczenia i korzenie zmiksować z tą wielkomiejską muzyką.

Taką wypowiedzią rozpoczęła swoje spotkanie z dziennikarzami Ester Rada, izraelska piosenkarka i aktorka, urodzona w 1985 roku, jedna z najbłyskotliwszych karier ostatnich lat. Wystąpiła ona w ostatnią niedzielę 31 stycznia 2016 roku, w Polskiej Filharmonii Bałtyckiej im. Fryderyka Chopina w Gdańsku, w ramach Koncertu Noworocznego im. Jana Heweliusza.

Podczas konferencji prasowej zorganizowanej tuż przed koncertem udało mi się zadać jej kilka pytań.
- Jak postrzega Gdańsk, jak się czuje w naszym mieście?
- Miałam okazję po wywiadzie w Radio Gdańsk, w sobotę 30 stycznia, zwiedzić trochę miasto, ale głównie z okien samochodu, bo było bardzo zimno. Tu u was jest wyjątkowo chłodno, zacinający zimny wiatr i siąpiący deszcz. Szkoda, że nie ma śniegu, którego w Izraelu się nie uświadczy. Gdańsk jest zupełnie innym miastem niż Izrael. Jest tutaj wiele dużych budynków i to w większości z czerwonej cegły. Wrażenie robi ogromna i też wykonana z czerwonej cegły Bazylika Mariacka. Czegoś podobnego nie ma w Izraelu. U nas jest też o wiele cieplej o tej zimowej porze roku niż teraz tutaj w Gdańsku. Wśród Izraelczyków słychać sporo stereotypów o Polakach, że właśnie z uwagi na ten wasz zimny klimat, są zamknięci w sobie, że są chłodni w kontaktach z innymi. Ale to nie prawda. Zapewniam. W Izraelu mieszka wielu Polaków i tych których znam, to ludzie bardzo serdeczni, otwarci na innych, życzliwi.

- Czy sceniczna Gwiazda pamięta swój największy koncert jaki miała?
- O tak, odbył się w Montrealu 2014 roku. Dałam tam dwa koncerty, a w każdym uczestniczyło po około 50 tys. widzów, czyli łącznie 100 tysięcy.
- Gwiazda woli występować na otwartych przestrzeniach, czy w zamkniętych pomieszczeniach?
- Zdecydowanie na otwartych, bo wówczas lepiej rozchodzi się dźwięk. On odbija się od kosmosu i wraca do słuchaczy ze zdwojoną siłą, Ja tą energię też wyczuwam. Podczas takiego koncertu ludzie dobrowolnie się poruszają w rytm muzyki, przemieszczają się, jedni odchodzą, drudzy przychodzą. Samoistnie robi się spontaniczna zabawa. Na koncertach biletowanych w obiektach zamkniętych nie ma już takiej atmosfery.

- Zanim Gwiazda zaczęła śpiewać, to grała w teatrze, a nawet w filmowym serialu. Pokochała jednak muzykę i jej się obecnie w całości oddaje...
- Ale aktorstwo nadal wykorzystuję na scenie. Dzięki niemu staję się najważniejsza na scenie. Swoim aktorstwem przekonuję publiczność do siebie, do treści swoich utworów. Podczas koncertu również ruchami ciała ukazuję relacje międzyludzkie.
- Czy Gwiazda skorzystałaby z oferty występu latem w Gdańskim Teatrze Szekspirowskim, który ma otwierany dach i wtedy muzyka też odbijałaby się od kosmosu i wracała do środka z jeszcze bardziej zdwojoną siłą?
- Oj, bardzo chętnie wzięłam bym udział w takim teatralnym koncercie.
- Czy Gwiazda wie, że dzisiejszy koncert odbywa się z okazji przyznania już po raz 28. naukowej nagrody im Jana Heweliusza. Czy słyszała o tym gdańskim astronomie, którego dokładnie 28 stycznia obchodzona była 405 rocznica jego urodzin i jednocześnie 329 rocznica jego śmierci.
- Nie, nie słyszałam o takim astronomie. To on jakby ustalił z badanymi przez siebie gwiazdami, że umrze akurat w dniu swoich urodzin.
- Czy Gwiazda przewiduje, że jako koncertowy przerywnik, będzie choć trochę mówiła o swoim życiu prywatnym? Podobnie jak to podczas koncertu w tej samej sali, dwa lata temu uczyniła polska wokalistka Basia Trzecielewska, która opowiadała o tym, gdzie i z kim mieszka, jak i z kim przyrządza jedzenie. Co jej najlepiej smakuje...
- Nie, nie robię czegoś takiego. Słowa moich piosenek mówią o moim życiu.
Ja śpiewając obserwuję publiczność, patrzę jej prosto w oczy i dostrzegam, czy mnie rozumieją, czy docierają do nich moje słowa.

- Muszą to być zatem słowa uniwersalne...
- Teksty piszę sama do swoich utworów. Ukazuję w nich istotę problemów państw afrykańskich. Próbuje wyjaśnić, co powoduje szerzenie się idei pacyfistycznych. Jak temu zaradzić? Piszę też o swojej rodzinie, małżeństwie, z którego mam 13 miesięcznego syna. Te konflikty rodzinne dnia codziennego są na tyle uniwersalne, że rozumieją je i chętnie słuchają odbiorcy na całym świecie.

- Dużo Gwiazda podróżuje po świecie, czy to co doświadcza i dostrzega odzwierciedla w swoich piosenkach?
- Owszem uwzględniam inne kultury w swoich piosenkach. Inspiruje mnie na przykład Ameryka Południowa, jak i muzyka elektroniczna wszechobecna w Stanach Zjednoczonych. Nią też się inspiruję i z pewnością będzie ona uwzględniona w mojej najnowszej płycie.

Fot. Włodzimierz Amerski