poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Zablocki z USA trzeci w XXII Energa Maraton Solidarności


Kenijczyk Kipkorir Wycliffe Biwot wygrał XXII Energa Maraton Solidarności 2016, osiągając dobry czas 2:18.49. Jest to dla niego drugie zwycięstwo w trójmiejskim Maratonie Solidarności.
- Cieszę się, że zszedłem poniżej czasu 2:20. Biegło mi się dzisiaj bardzo dobrze. Moim największym rywalem był Maina Mwangi, ale cały czas go pilnowałem i dopiero w odpowiednim momencie przed metą zaatakowałem go i wyprzedziłem - mówił  za metą dziennikarzom uszczęśliwiony triumfator biegu (na zdjęciu wyżej).
Zwycięzca o 2 minuty i 3 sekundy wyprzedził o wiele niższego od siebie swojego rodaka, Joela Maina Mwangi. który triumfował w poprzednich dwóch edycjach tego biegu.
Ta dwójka Kenijczyków po raz kolejny zdominowała gdańską imprezę.
Trzeci był Amerykanin o swojsko brzmiącym nazwisku Christopher Zablocki. Niewiele mówił po polsku. Wyjaśniał po angielsku zaciekawionym żurnalistom, że jego pradziadkowie pochodzili z Polski, z okolic Lwowa.
- Moja babcia i mój dziadek jeszcze bardzo dobrze mówili po polsku, a ja znam już tylko kilka podstawowych słów. Trzy miesiące temu przyleciałem do Lublina, do kolegi. Dowiedziałem się o tym maratonie rozgrywanym z znanej w Stanach kolebce Solidarności i postanowiłem wziąć udział w tym gdańskim maratonie. Wsiadłem więc do pociągu i tu przyjechałem - mówił do dziennikarskich mikrofonów o swoich życiowych losach Christopher Zablocki. Na powyższym zdjęciu red. Jacek Główczyński, rzecznik prasowy tegoż rozgrywanego już po raz 22. maratonu Solidarności.
Zdobywcy trzeciego miejsca, zawodnikowi z polskim rodowodem dopingował podczas biegu z samochodu sędziowskiego, jak i złożył gratulacje na mecie sławny lekkoatleta biegacz średniodystansowy Kazimierz Zimny (na powyższym zdjęciu z lewej), główny organizator gdańskiego maratonu. 
Jadący zaś za biegaczami w samochodzie sędziowskim red. Włodzimierz Machnikowski z Radia Gdańsk powiedział na mecie, że Christopher Zablocki cztery razy doganiał duet Kenijczyków, ale niestety nie dał rady ich wyprzedzić.
Najlepszy z Polaków, Grzegorz Gronostaj, zajął 7. miejsce.
Trzy czwarte 42, 195 km maratonu, czyli dystans 30 km pokonała słynna sopocka tyczkarka Anna Rogowska. Potraktowała ten start jako trening w ramach przygotowań do maratonu berlińskiego, w którym planuje wystartować za sześć tygodni.
Anna Rogowska pozując do wielu zdjęć powiedziała mi, że jak na nią, to około południa było zbyt gorąco jak dla maratończyków. Dobrze chociaż, że wiatr był zachodni, wiejący od Gdyni w stronę Gdańska, i mając go od pleców biegło się znacznie lżej. Wręczanego jej medalu nie przyjęła, twierdząc, że nie przebiegła całego maratonu, a poza tym ma w domu dość sporą kolekcję medali za wiele swoich osiągnięć w skoku o tyczce.

Inni uczestnicy biegu maratońskiego narzekali na to, że czasami samochody zbyt blisko przejeżdżały obok zawodników. Trasa biegu kilkakrotnie przecinała się z drogami dla kołowych pojazdów. Najniebezpieczniej było na zakręcie, na wysokości Opery Bałtyckiej we Wrzeszczu.

Dla uczestników maratonu przygotowano kilkanaście stanowisk przystosowanych do masaży nadwyrężonych mięśni.

Problemy z powrotem w strefę gdzie znajdowała się meta biegu miał Daniel Bogrec, dziennikarz sportowy gdańskiej telewizji TV3. Choć sporo czasu spędził w tej strefie robiąc kilka wywiadów z biegaczami, to przy powrocie do niej został zatrzymany, bo nie rozpoznali go panowie z wynajętej przez organizatorów służby ochrony. Ci panowie nie nadają się do tej odpowiedzialnej służby, bo nie rozpoznają i stresują podczas pracy dziennikarza. No i dowodzi to temu, że nie oglądają programów sportowych gdańskiej telewizji.

Na przyszłość – w mojej ocenie - organizatorzy powinni zadbać o plakietki dla przedstawicieli mediów.

Zdjęcia: Włodzimierz Amerski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz