wtorek, 7 marca 2017

Kosmos Katmandu

Kosmos Katmandu, taki tytuł umieszczony na ulicznym plakacie, zachęcał wszystkich spragnionych opowieści i wrażeń z pasjonującej wyprawy w Himalaje wokół szczytu Annapurna. Na to spotkanie w oprawie magicznych dźwięków hanga, zapraszało Grodzisko Owidz koło Starogardu Gdańskiego, Departament Podróży oraz Krzysztof Lotting i Ziemowit Zaworski, główny organizator wyprawy i przy okazji autor znakomitych ujęć zdjęciowych.
Wieczór nepalski rozpoczął się od magicznych dźwięków hanga, w wykonaniu Krzysztofa Lottinga oraz Kingi Ulanowskiej, którzy specjalnie przyjechali do Grodziska Owidz z Warszawy. Dźwięki i niewielkie światło świec oraz popijana nepalska herbata massala zrobiły swoje. Kilku uczestników, w tym i piszący te słowa, odjechało, czyli przysnęło. Staliśmy się rzeczywistym dowodem na to, że muzyką można leczyć. Członkowie zespołu Sound Love Medicine właśnie w tym celu wykorzystują głębokie misy do wydobywania dźwięków oddziałujących uspokajająco na nasze zmysły, w tym i na zwolnienie bicia serca.
W wyprawie - jak powiedziała jej uczestniczka Joanna Kotowska Główna Księgowa z Grodziska Owidz (na powyższym zdjęciu) – która odbyła się na przełomie października i listopada 2016 roku, tj. okresie najlepszym pod względem warunków pogodowych, udział wzięło dziewięć osób, w tym cztery kobiety. Każdy dźwigał plecak o wadze około 10 kg. Łącznie przeszli pieszo około 200 km, wznosząc się na wysokości ponad 5 tys. m npm. W tym czasie średnia temperatura za dnia wynosiła 30 st. C, a nocą spadała poniżej zera, nawet do minus pięciu stopni. Każdy w swoim ekwipunku obowiązkowo musiał mieć ciepły śpiwór.
Inny uczestnik wyprawy opowiadał, jak to samolotem dolecieli do Katmandu, charakteryzującego się wąskimi uliczkami i mnóstwem straganów. Aby wyjść w góry i do parku narodowego, musieli wykupić dwa pozwolenia płacąc po około 30 dolarów od osoby. Przelicznik walutowy jest taki, że za jednego dolara dostaje się 100 rupii. Zatem na wymienione pieniądze – jak ktoś zażartował - musieli mieć oddzielną walizkę. Mieli wcześniej zarezerwowane miejsca w małych schroniskach zlokalizowanych przy turystycznych szlakach. Prowadziły one w pobliżu górskiej rzeki i często trzeba było nad nią przechodzić po chwiejnych mostkach.
Im wchodzili wyżej, tym droższe były noclegi i jedzenie. Głównie można było zjeść Dal Bhad, tj. ryż z bardzo ostrym sosem, czasem podawany z soczewicą lub z zapiekanymi ziemniakami lub MoMo, tj. pierogi z mięsem lub warzywami. Po kilku dniach ta kulinarna monotonia dla niektórych była nie do zjedzenia. Koszt takiego posiłku, to około 1,5 dolara, a noclegu 8 dolarów. Brakowało do wypicia kawy, co przy niskim górskim ciśnieniu jest nie do zaaprobowania przez Europejczyków.
Woły były przydatne w górskim rolnictwie. Uczestnicy wyprawy kawę dźwigali z Katmandu w plecaku. Piwo o nazwie Everest było do nabycia w niektórych schroniskach.
Uczestnicy spotkania konsumując ciepłą zupę wegańską dowiedzieli się, że wędrująca po Himalajach 9-osobowa grupa wybrała się bez namiotów, licząc jedynie na schroniska i prywatne domostwa Nepalczyków. Co do ich czystości miały wiele krytycznych uwag zwłaszcza kobiety. Brakowało też czystych sanitariatów.
Nie raz przyszło myć się i kąpać pod źródlaną górską wodą.
Za dnia były przepiękne widoki, zwłaszcza na masyw górki i na pola ryżowe oraz kukurydziane. Do wysokości 2 tysięcy metrów, a więc zbliżonej do polskich Rysów, było względnie ciepło. Im wyżej robiło się coraz bardziej zimno.
Nepalczycy nie mają ograniczonej wokół swoich domostw prywatności. Są pogodnymi z natury ludźmi, chociaż w okresie zimowych miesięcy przez obfite opady deszczu lub śniegu są całkowicie odcięci od świata. Dopiero od niedawna władze Nepalu wprowadziły obowiązkowe nauczanie, w tym powszechnego w użyciu języka nepalskiego i dodatkowo angielskiego.
Ten drugi język – o czym dowiedzieli się uczestnicy spotkania - jest bardzo przydatny, gdyż szlakiem wokół Annapurny rocznie przemieszcza się około 80 tys. turystów najczęściej posługujących się właśnie językiem angielskim. Tubylcom trzeba się jakoś z tymi turystami porozumieć. A jak się ocenia, około 60 proc. Nepalczyków, to nadal analfabeci.
Uwidoczniony na powyższym zdjęciu Janusz Nowak, mieszkający obok Grodziska Owidz, potwierdził w luźnej rozmowie, że bardzo istotne jest powolne aklimatyzowanie się na tak dużych wysokościach. Równo rok temu przez 1,5 miesiąca w trójkę wędrował po Ekwadorze w Ameryce Południowej i przemieszczał się przez szczyty Andów na podobnych wysokościach. Fakt, nie można od razu wejść pieszo zbyt wysoko. Ale zdarzają się i tacy bezmyślni śmiałkowie – jak mówiła Joanna Kotowska, Główna Księgowa Grodzisko Owidz - że niektórzy wjeżdżają jak najwyżej swoimi samochodami terenowymi  i niemal natychmiast padają. Ich niezaadaptowane do dużych wysokości i małej ilości tlenu organizmy, po prostu tego nie wytrzymują. Takim delikwentom trzeba wówczas jak najszybciej udzielić fachowej pomocy.
Uczestnicy 9-osobowej wyprawy wokół szczytu Annapurna, na trasę wychodzili zaraz po śniadaniu, a do schroniska docierali o zmierzchu około godz. 16. Chodzenie po zmroku lub po ciemku jest bardzo groźne, bo można zabłądzić i spaść w przepaść.
Annapurna to ogromny masyw górski o długości i szerokości około 50 km. W Nepalu o powierzchni 140 800 km kwadr., mieszka około 28 mln mieszkańców, z czego większość w dolinach. Nepal jest demokratyczną republiką federalną w Azji Południowej, w środkowej części Himalajów, graniczący na północy z Chinami, zaś na południu, wschodzie i zachodzie z Indiami. Jest to głównie górzysty kraj bez dostępu do morza. Nepal określany jest perłą Himalajów. Charakteryzują go ośnieżone szczyty i trasy trekingowe, tradycyjna architektura oraz liczne stupy, kadzidła i powiewające w wietrze chorągiewki.
Ponad 80 proc. powierzchni kraju pokrywają góry o średniej wysokości ok. 6000 m npm. W północnej części panuje klimat górski, a w południowej zwrotnikowy monsunowy. Departament Podróży na swoim portalu zachęca do odbycia takiej nepalskiej wyprawy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz