poniedziałek, 3 października 2016

Kto pokocha Włocha?

Takie hasło wycieczki oferowanej przez Biuro Podróży Itaka zadecydowało, że wybraliśmy się w ostatni tydzień września 2016 do Włoch. Po przylocie rejsem liniowym, Alitalia z Warszawy do Rzymu, w objazdówce były takie miasta, jak: Bagnoreggio • Asyż • Groty Frasassi • Wenecja • San Marino • Loreto • San Benedetto del Tronto • Ascoli Piceno • Tivoli • Rzym • Watykan. Trasa, którą pokonaliśmy autokarem wzdłuż i wszerz przez Włochy, to około 1600 km.

W okresie tych siedmiu dni zrobiłem dokładnie 2052 zdjęcia, a więc średnio po 300 zdjęć dziennie. Choćby jak to powyżej, na tle największego wodospadu w ogrodach Tivoli. Arcydzieła architektury, przykładu najwybitniejszego włoskiego ogrodu renesansowego, wpisanego na listę UNESCO.
Na spokojnie przeglądając zdjęcia w domowym komputerze pokusiłem się o wyszukanie tych, na których uwieczniłem różne postacie Włochów i Włoszek, a w których można byłoby się ewentualnie... zakochać. Na pierwszym miejscu stawiam uwiecznionych powyżej weneckich gondolierów. Co do pozostałych osób, to je publikuję dopiero po szczegółowej analizie.
W Asyżu, wejścia na obszerny dziedziniec prowadzący do wnętrza bazyliki św. Franciszka, strzegą żołnierze uzbrojeni w długą i krótką broń. Każdego turystę dokładnie sprawdzają, czy czegoś ostrego lub metalowego nie wnosi ze sobą. Wysocy wojacy nie są jednak na tyle groźni, aby nie podejść do nich i o coś zapytać. Tak uczyniła, chyba tleniona blondynka Włoszka, którą zaciekawił - tak jak i mnie - pielgrzym przechadzający się boso o lasce i przyodziany w zgrzebną sukmanę.
Na dolnym tarasie przy wejściu do bazyliki św. Franciszka, ciągły dyżur pełnią ratownicy medyczni ubrani w widoczne z daleka pomarańczowe uniformy. W tej trójce była też jedna kobieta, chyba do stosowania na osłabłych kobietach ratowniczej techniki oddychania „usta-usta”. Gdyby była sama, to może bym symulując zemdlał na skutek wyjątkowo prażącego słońca. Uwagę zwracał również zakonnik franciszkanin przyodziany w brązową sutannę.
Wczesnym przedpołudniem byliśmy jedną z pierwszych wycieczek w Asyżu i ruch w sklepach był niewielki. Młoda sprzedawczyni miała chwilę wolnego czasu, aby wyjść na zewnątrz i porozmawiać przez telefon komórkowy przypuszczalnie ze swoim ukochanym. Jej dżinsowe spodnie były trendy, bo miały poprzeczne dziury na wysokości kolan.
Przechadzając się spacerkiem po Piazza del Comune na starym mieście, dostrzegłem uroczą kelnerkę z narożnego baru. Ona również miała wolną chwilę wykorzystując ją na przeglądnięcie lokalnej prasy.
W Asyżu miałem wyjątkowe spotkanie z żywym Aniołem, i to płci żeńskiej. Spojrzał na mnie wymownym wzrokiem, abym mu nie przeszkadzał w uzdrawianiu zagubionych duszyczek. Swoje ziemskie powinności Anioł odprawiał przed bazyliką św. Klary (Santa Chiara), drugą co do ważności świątynią w Asyżu, zaraz po kościele św. Franciszka. Bazylika ta stoi na miejscu dawnego kościółka San Giorgio, w którym pochowano św. Franciszka i w którym papież Grzegorz IX ogłosił go świętym. Tutaj złożono również w 1253 r. ciało św. Klary. Po jej kanonizacji przystąpiono do budowy obecnego kościoła, który został ukończony w 1265 r. Rzut tej bazyliki oraz jej fasada nawiązują w uproszczonej formie do kościoła górnego bazyliki św. Franciszka. Wielkie łuki przy północnej elewacji (na powyższym zdjęciu z lewej) dostawiono, gdy w XIV w., po trzęsieniu ziemi, budowli groziło zawalenie.
W bazylice św. Klary odprawiana była przed południem msza święta i wejście turystów celem zwiedzania było uniemożliwione przez zgrabną ochroniarkę.
Przy bazylice św. Klary miałem możność zobaczyć, jak ubiera się współczesna młodzież włoska. Najbardziej zafrapowały mnie dżinsowe spodnie młodej dziewczyny z wieloma powycinanymi dziurami. Przypomniało mi się, jak dobrych kilka lat temu wytarły mi się takie niewielkie dziury w moich dżinsach Były wyjątkowo wygodne, ale wstyd było mi w nich chodzić. Obciąłem nogawki, ale tych krótkich jakoś nie noszę, bo wystają z nich jakieś frędzle.
Natrafiliśmy też na kolarzy w Asyżu, amatorów, no i takich zawodowców. Nasze dziewczyny z wycieczki Polki były bardzo zauroczone ich muskulaturą. Obiektami, jak twierdziły, godnymi... pożądania.
Po Asyżu pojechaliśmy do Gengi. W parku narodowym w regionie Marche zwiedziliśmy słynne GROTY FRASASSI,. Jest to system połączonych jaskiń ze spektakularnymi formami nacieków, małymi jeziorkami i pięknymi salami sięgającymi rozmiarów 120 x 180 m, przy wysokości 200 m. Odpowiednie podświetlenie sprawia, że gra światła, wody i półcieni wprawia w zachwyt odwiedzających. 
Już przy wejściu stawiany jest wszystkim zwiedzającym kategoryczny warunek, niemożliwości robienia zdjęć fotograficznych. Nawet takich bez flesza!
Zdjęcie we wnętrzu odkrytej przypadkowo w 1971 roku Groty Frasassi owszem można sobie zrobić ale jedynie odpłatnie. Po zwiedzeniu groty przy wyjściu zdjęcie jest do odbioru w cenie 7 lub 9 euro, w zależności od zamówionego formatu. Delikatna z urody szatynka ledwie co nadążała z ich wydawaniem, bo chętnych na taką fotograficzną pamiątkę jest wielu.
Po przyjeździe do WENECJI na parking Tronchetto w godzinach przedpołudniowych i rejsie statkiem turystycznym słynnymi kanałami weneckimi, dwie przepięknie ubrane w długie suknie wenecjanki przywitały nas w drodze do placu św. Marka.
Na placu św. Marka w ramach przerwy lunchowej, jakaś włoska ekipa filmowa była obsługiwana przez kilku kelnerów. Oj, było w kim wybierać! No i było w kim się zakochać!
Po obejściu placu św. Marka skierowaliśmy się w wąskie uliczki weneckie. Na jednej z nich obok policjanta szła zajęta swoją „komórką” jakże cudownie opalona Włoszka.
Z pewnością niewiele czasu na opalanie miała pracownica (z włosami spiętymi w koczek) jednego z weneckich kantorów obsługująca wielu zagranicznych turystów. A jest ich rocznie – jak się szacuje – bagatela, aż... około 25 milionów.
Wśród tych licznych turystów są również urokliwe Włoszki, najchętniej odwiedzające weneckie sklepiki.
W jednej z weneckich uliczek włoski sprzedawca zachęca do kupna owoców i warzyw, z których witrynową dekorację stanowił podwieszony do sufitu czosnek.
Sprzedawca tak umiejętnie zachęcał do kupna oferowanych owoców, że włoskie małżeństwo odpowiedziało grzecznościowym uśmiechem na te zachęty.
Czynnie funkcjonuje w Wenecji wodna policja zatrudniająca bardzo dobrze zbudowanych facetów.
Idąc szybko nabrzeżem z powrotem na turystyczny statek, dosłownie natknąłem się na takie przepiękne usta i piersi. Z braku czasu nie udało mi się ustalić do kogo należą, do Włoszki czy do Rosjanki? A może do Polki? Ten dylemat nadal mnie nurtuje...

Zdjęcia: Włodzimierz Amerski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz